Wpisy z tagiem: pogoda
wtorek, 14 grudnia 2010
Ostatnio na blogach sporo było radości z okazji nadejścia zimy. Ja radości nie okazywałam, bo jej we mnie nie było ;) Zima jest dla mnie fajna, ale kiedy mogę z nią obcować "rekreacyjnie", kiedy idę na spacer i tak fajnie skrzypi śnieg pod nogami... ale nie kiedy codziennie zmagam się z nieodśnieżonymi chodnikami o 7 rano itd. Lubię robienie orzełków na śniegu i jazdę na sankach, ale w tym roku nawet to odpada, więc z czego tu się cieszyć ;) Mniejsza o to. Postanowiłam poszukać pozytywów i czegoś, za co lubię zimę. Znalazłam i w ramach rozweselenia Was w ten chłodny zimowy wieczór, dzielę się: w zimie i śniegu lubię fakt, że jak wstaję w nocy (a wstaję często) to w pokoju jest jasno :) Światło latarni odbija się od śniegu i rozświetla wszystko i to jest fajne. Niezbyt mądre, ale fajne ;) Możecie się śmiać ;) Znalazłam jeszcze jedną rzecz, którą lubię w zimie. To piosenka, którą śpiewamy z dziećmi w przedszkolu, taka fajna z pokazywaniem - polecam: "Tupu tup po śniegu". Odkąd spadł pierwszy śnieg, nie ma dnia, żebym jej nie zanuciła.
poniedziałek, 17 maja 2010
Ten zaskakujący tytuł przestanie być zaskakujący, gdy wyjaśnię Wam, że w moim domu od lat "Dniem Dziecka" nazywa się dzień, gdy jemy pierwsze w sezonie truskawki. Jakoś tak owocowanie truskawek często zbiegało się w czasie z przełomem maja i czerwca, a lepszego prezentu niż długo wyczekiwane owoce nie mogłabym sobie wyobrazić, stąd jakoś naturalnie wytworzyła się u nas taka tradycja. No i co? No i lipa, bo w tej chwili krzaczki truskawek, które ledwo zdążyły nieśmiało zakwitnąć, znajdują się pod powierzchnią wody, pokrywającej całe pole i spory kawałek ogrodu moich rodziców. Truskawkom w ich podwodnej przygodzie towarzyszą świeżo zasadzone ziemniaki, ledwo kiełkujące ogórki oraz do niedawna troskliwie pielęgnowane na parapetach, a obecnie przesadzone do tunelu foliowego, sadzonki pomidorów i papryk. To by było na tyle jeśli chodzi o jakiekolwiek plony w tym roku. Ile sobie ponarzekam tyle moje, ale wiem, że wielu ludzi ma gorzej. Wiadomości nie oglądam, ale trochę newsów "na gorąco" przywieźli rodzice - drogi są prawie nieprzejezdne (cud że zdążyli wrócić do domu zanim Wisła kompletnie odcięła wioskę od świata), u niektórych sąsiadów woda w domach sięga pod parapet... zaczynają się ewakuować, bo co im pozostało? Samochody i traktory zwożą na podwórko sąsiada, którego dom jest położony najwyżej. I w takich momentach widzę zalety mieszkania "na blokach". Może i za oknem jest paskudnie, do pracy drepczę po kałużach i ze spaceru z psem wracam przemoczona, ale wracam do suchutkiego mieszkania, gdzie grzeją kaloryfery...
wtorek, 09 marca 2010
Napisałabym coś, ale z powodu nagłego powrotu zimy znów jestem oklapła jak przebita dętka. To straszne, jak bardzo człowiek jest zależny od pogody. A przynajmniej ja. Strasznie mi źle z tym zimnem, wiatrem i górą ciuchów (które i tak nie pomagają przy tym paskudnym wietrze!). Poza tym źle mi, bo nie dostanę zwrotu z podatku, a jeszcze muszę dopłacić (bez komentarza...). I jeszcze źle mi, bo miałam ostatnio koszmarny koszmar, taki, że aż się rozpłakałam po przebudzeniu. Niech ta zima już sobie pójdzie!!!
środa, 03 marca 2010
Tytuł notki nijak się ma do tego, co widać dziś za oknem. A mianowicie: znów pada śnieg. Staram się nie przyjmować tego do wiadomości, ale w końcu będę musiała skapitulować i zamienić noszone dziś rybaczki na długie spodnie, bo rajstopy to marna ochrona jednak, a psa ktoś musi wyprowadzić. I nie namówię na to Męża, bo właśnie słodko drzemie za moimi plecami. Generalnie: skąd więc wiosna w opisie? Z mojego wiosennego nastroju, który w końcu do mnie zawitał i pozwolił się otrząsnąć z marazmu... Budzę się jak niedźwiedź z zimowego snu, bo wokół w końcu coś zaczyna się dziać. Mimo dzisiejszego śniegu jestem pewna, że wiosna jest tuż-tuż, co zresztą naocznie sprawdzałyśmy wczoraj na spacerze z przedszkolakami. Widzieliśmy kwitnące przebiśniegi! Poza tym wczoraj w końcu dotarłam do fryzjera i w końcu wyszłam od niego zadowolona, a tym samym znalazłam "swoją" fryzjerkę, do której będę wracać. Przy okazji jest to też nasza znajoma ;) Strzygła mojego Męża przed ślubem, wczoraj zresztą też. Z jego fryzury jestem równie zadowolona jak ze swojej, mam nadzieję, że on również ;) W każdym razie była mi ta zmiana bardzo potrzebna, bo przez ostatnie tygodnie czułam się piękna jak, nie przymierzając, kopa siana :/ Ale już jest lepiej ;)
niedziela, 28 lutego 2010
...i na wypadek, gdyby ktoś ten fakt przegapił, odkryłam dziś nowy dowód na to, że ludziom dłużyły się zimowe wieczory. Moja kuzynka jest w ciąży. Moja sąsiadka jest w ciąży. I pewnie całe mnóstwo innych kobiet też ;) Ale o tych dwóch dowiedziałam się akurat w ten weekend :) Będą kolejne letnie dzieciaczki :) Wiem, że bez sensu, ale trochę mi smutno, że to nie ja... Jest to o tyle bezsensowne, że się przecież nie staramy. Może więc lepiej będzie to określić jako żal, że dla nas jeszcze nie nadszedł ten moment, kiedy możemy się "starać". Ale nadejdzie :) A ja postaram się o tym myśleć w taki sposób, że dzięki tym, którzy się już "wystarali", wkrótce znów będę mogła zrobić jakąś "brzuszkową" sesję :) Mam nadzieję :)
niedziela, 21 lutego 2010
Gdyby się dało, wysłałabym Wam dzisiaj trochę słońca i tego tchnienia wiosny, które gości tuż za naszym oknem. Obudziłam się o 7 rano (zupełnie nienormalna godzina jak na niedzielę ;)) i już po chwili mogłam obserwować, jak promienie słoneczne wędrują po ścianie, po szafie... Przyjemnie. Od razu mi lepiej i nowa nadzieja we mnie wstępuje. Pewnie jutro zacznie ciapać i będzie po wszystkim, ale dzisiaj mogę się cieszyć :)
czwartek, 18 lutego 2010
Mam dość zimy. Jestem chora. Znów dokuczają mi zatoki, to naprawdę męczące, zwłaszcza gdy wraca średnio co 1,5 miesiąca :/ Nie wybieram się jednak na L-4, bo na horyzoncie majaczy już wizja urlopu... może jakoś wytrzymam jeszcze 3 dni w pracy, zwłaszcza, że po drodze będzie weekend i może choć trochę się wykuruję. Tyle, że w sobotę jeszcze urodziny siostry i siostrzenicy, a w piątek lub sobotę wizyta w komisie i oglądanie samochodu. Bo szukamy samochodu. Większego i sprawniejszego niż aktualny. I taniego. A najlepiej, gdyby przy okazji udało się sprzedać ten aktualny, chociaż wiem, że będzie mi szkoda tego maleństwa. Nie wiem jak będę prowadzić, jeśli kupimy kombi. Ale takie nadwozie ma same zalety, więc cóż zrobić... Trzeba się rozwijać ;) Dostałam ostatnio pierwsze pieniążki za zrobione przeze mnie zdjęcia. Mała rzecz, a cieszy. Oczywiście zdążyłam je już wydać (waga kuchenna, spodnie dresowe dla mnie, bluza i koszulka dla Męża), ale tym bardziej dobrze, że były i było za co zrobić te zakupy. A propos pieniędzy to jeszcze trochę pomarudzę: dostałam ostatnio rozliczenia z moich zakładów pracy... Wszystkich, więc mogłabym się już rozliczyć, złożyć PIT (ominęłyby mnie kolejki!) i szybciutko dostać zwrot z podatku. I co? I g***o za przeproszeniem. Bo w jednym z rozliczeń (właściwie dwóch ale z 1 miejsca pracy) mam takie cuda z kosmosu wzięte, że nie wiadomo co z tym zrobić. Mam wrażenie, że pani wypełniająca to, wpisywała kwoty jakie po prostu przyszły jej do głowy. W każdym razie nie mają nic wspólnego z moimi wypłatami i choćbym nie wiem jak się starała, do niczego nie pasują. Teraz więc muszę czekać, aż miła pani spróbuje to wyliczyć jeszcze raz. Oczywiście nie wiadomo, ile jej to zajmie. I czy próba będzie zakończona sukcesem ;) Mam dość zimy. Wspominałam już? Wczoraj wracając z pracy słyszałam śpiew ptaków. Taki mały powiew wiosny, której jednak oprócz tego ani widu, ani słychu... Wiosna!!! Gdzie jesteś???
wtorek, 09 lutego 2010
Ale żeby nie było aż tak marudnie, to powiem Wam, że choćby nie wiem co, niedługo będzie wiosna. A wtedy odzyskamy chociaż minimum swobody w naszym mieszkaniu i będę mogła znowu gotować i w ogóle będzie fajnie. I nie będzie trzeba ubierać miliona warstw ciuchów przed wyjściem na dwór, a za parę miesięcy, żeby wyjść wystarczy wskoczyć w japonki. NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ.
piątek, 29 stycznia 2010
Wczoraj w rozmowie telefonicznej z Babcią powiedziałam, że mamy śniegu po kolana. Dziś rano mogłabym śmiało powiedzieć, że jest go po tyłek ;) A niedługo będę go miała po dziurki w nosie... Dosłownie i w przenośni. Jest to piękne, ale uciążliwe... I tyle na temat aktualnej aury. Dziś moje myśli zajmuje co innego, a mianowicie: występ podczas przeglądu grup ze szkoły tańca, w której uczymy się tańca brzucha. Boję się jak nie wiem co i oczywiście mam wrażenie, że w ogóle nie pamiętam kroków. Do samego wyjścia w tych strojach trzeba mieć sporą odwagę... Trzymajcie kciuki!
środa, 30 grudnia 2009
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moja twórczość
Podczytuję
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||