Wpisy z tagiem: wygląd
piątek, 17 grudnia 2010
A raczej o wielkiej i wciąż rosnącej wadze przyszłej mamy ;) Ok, jestem w ciąży od prawie pół roku, tyję, co było nieuniknione, na szczęście kryzys z tym związany mam już za sobą. Zwłaszcza, że ze strony otoczenia odbieram raczej pozytywne sygnały, od wielu osób słyszę, że "idzie mi w brzuszek" i w ogóle (prawie) wszyscy są zachwyceni. Fakt, że ja widzę, gdzie jeszcze mi "idzie", ale od pewnego czasu traktuję to raczej w kategoriach po pierwsze - odkrycia ("Kurczę, ja naprawdę wyglądam jak kobieta w ciąży! Moje ciało wygląda inaczej, nie tylko rośnie mi brzuch, ale w ogóle sylwetka zmienia kształt i przypominam te wszystkie kobiety w ciąży, które widywałam"), po drugie - czegoś przejściowego ("Ok, przytyłam, mam cellulit, ale za kilka miesięcy kilogramów zacznie ubywać i mam nadzieję, że znów będę wyglądać lepiej"). Muszę się też na nowo przyzwyczajać do swojej twarzy. Od jakiegoś czasu miałam takie dziwne uczucie, jakbym była opuchnięta. Generalnie twarz miałam zawsze szczupłą, a teraz dotykam jej np. przy myciu i tam, gdzie zawsze były kości, teraz jest miękka tkanka... bynajmniej nie opuchlizna ;) Zaokrąglam się, wszędzie ;) Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeszcze w grudniu czeka nas "brzuszkowa" sesja zdjęciowa. Liczę na ładną pamiątkę i cieszę się na te zdjęcia, bo jakoś mniej się wstydzę siebie i swojego ciała teraz niż przed ciążą. Może to, co zobaczę na zdjęciach, zweryfikuje ten pogląd ;) Na razie jednak żyję w błogiej nieświadomości ;) Żeby nie było, że tylko sobie słodzę i się zachwycam... Wczoraj przeżyłam chwile grozy wchodząc na wagę ;) W ciągu 2 tygodni przytyłam około 2,5 kg, zdecydowanie za dużo... Razem daje to ponad 7 kg na plusie, wizja nieprzekroczenia 70kg odpłynęła w siną dal, ale pomyślałam sobie, że choćbym nawet przytyła do końca kolejne 7, to razem daje to zaledwie 14, czyli jak najbardziej normę, na którą mogę sobie pozwolić. Zdaję sobie jednak sprawę, że czasem objadam się aż do przesady i w końcu przekonałam się, że nie jest to bezkarne ;) Często jem nie dlatego, że jestem głodna, ale z nudów lub dla samej przyjemności jedzenia, do tego nie zawsze odczuwam, że jestem już najedzona (dziwne, całkiem jakby mi ktoś wyłączył receptory, które przesyłają tę informację do mózgu) i wydaje mi się, że mogłabym jeść bez ograniczeń. Od paru dni staram się więc nad tym panować i jednak czekać na sygnał mojego organizmu pt. "Jestem głodna" ;) Sygnał ten jednak pojawia się nadzwyczaj często. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moja twórczość
Podczytuję
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||