Wpisy z tagiem: karmienie
poniedziałek, 13 lutego 2012
To już u nas chyba rodzinne. Cała rodzina wspomina, jak to w wieku kilku lat byłam na diecie z powodu uczulenia (ja, okrąglutka pyza kochająca słodycze, miałam jeść tylko bułki z masłem i popijać gorzką herbatę), a moje rodzeństwo musiało się chować z jedzeniem do łazienki, bo byłam tak zdesperowana, że wydzierałam im jedzenie z ręki. Od lat śmiejemy się też, że litery AM na końcu tablicy rejestracyjnej auta mojej siostry i jej męża to pamiątka pierwszego słowa ich pierworodnej, okrąglutkiej wówczas jak ludzik Michelin ;) Maksowi do takiego wyglądu daleko, jednak apetytem na pewno od maleńkiej Kasi nie odbiega. Odkąd opanował słowo "mama", świetnie wychodzi mu też "amam", czasem wręcz buduje pełne zdania "mama am!" ;) Ale generalnie "am!" jest kierowane do wszystkich. A konkretnie do każdej osoby, która w obecności Małego Skowronka coś je. Nieważne, czy jest po śniadaniu lub dwudaniowym obiedzie. Zawsze chętnie przekąsi również to, co Ty akurat jesz. Generalnie nie da się przy nim czegoś jeść i się nie podzielić. Naprawdę nie wiem, gdzie mu się to wszystko mieści, bo na co się przekłada jego ogromny apetyt to akurat nie mam wątpliwości: na energię ;) Dziś na przykład znów zrezygnował z drugiej drzemki i szalał od 10:30 aż do wieczora. Poza tym ze zdziwieniem odkryłam, że ostatnio intensywnie rośnie. Wyrósł z całego mnóstwa ubranek, które jeszcze "wczoraj" były dobre, a poza tym sięga głową już prawie pod blat krzesełka do karmienia, do którego niedawno z wysiłkiem potrafił dosięgnąć wyciągniętą rączką. Słówko "am" jest też praktykowane przy jedzeniu np. zupki. Mama do Maksa "Maksiu am?", Maks otwiera buzię i z radosnym "am" pochłania zawartość łyżeczki. I tak przy każdej łyżeczce. Ostatnio doprowadził nas wręcz do łez ze śmiechu, gdy na tłumaczenie Taty, że "nie zjadł swojego podwieczorku z miseczki, więc teraz nie dostanie od niego czegoś-tam co Tata akurat jadł" podszedł do pustej miseczki (bo podwieczorek dojadła Mama) i zaczął czerpać z niej wyimaginowaną potrawę pustą łyżeczką, z entuzjazmem wkładając ją co chwilę do buzi z przekonującym "am!" :) Po kilkunastu łyżeczkach nieistniejącego podwieczorku radośnie wrócił do Taty z nadzieją na "bonus" ;)
środa, 08 lutego 2012
Kubeczek 360 stopni Lovi opanowany! Hurra! Polecam oczywiście :D Jakby ktoś nie wiedział, to takie cudo (wciąż mnie zadziwia pomysłowość jego twórców):
A wszystko to zasługa mojego upartego Męża :) 3 dni na urlopie ojcowskim, a już takie sukcesy ;) Maks też bardzo zadowolony z siebie i nowego odkrycia.
wtorek, 12 kwietnia 2011
Pod pewnymi względami ciąża była okresem świętego spokoju. I nie mówię tu o tym, że Skowronek nie daje nam spać po nocach, bo tego akurat się spodziewałam ;) Nie spodziewałam się natomiast, ilu mam wokół siebie specjalistów od opieki nad niemowlakiem... Te "dobre rady" zaczynają mnie doprowadzać do szału. Nie żeby w ogóle - zdaję sobie sprawę, że wielu rzeczy nie wiem i często sama pytam, wiele uwag wygłaszanych bez pytania również jest bardzo cennych. Ale są dwie takie, które słyszę zdecydowanie zbyt często i naprawdę mam dość... 1. Zdarza się, że Mały bardzo długo je, w międzyczasie np. zaśnie na 15 minut, albo dostanie czkawki i uleje mleko, albo coś mu dokucza i w zdenerwowaniu nie umie dobrze ssać - bywa więc, że jedno karmienie zajmuje nam nawet 2 godziny. Jeżeli ktoś jest świadkiem takiej sytuacji, w którymś momencie pada sakramentalne "A MOŻE TY MASZ ZA SŁABY POKARM??" Zaliczyłam już to zdanie ze strony każdego z domowników i nie tylko, a już szczytem wszystkiego było, że wygłosił je wczoraj mój Mąż. Ten sam, który chodził ze mną na szkołę rodzenia, gdzie położna tłumaczyła, że nie ma czegoś takiego jak "za słaby pokarm". I do jasnej Anielki, skoro Maks przybiera po 300g tygodniowo, na co nawet lekarka robi wielkie oczy, to rzeczywiście, strasznie słaby ten mój pokarm. Naprawdę, mało co jest bardziej przykre dla kobiety, która spędza połowę dnia na karmieniu. 2. Pampersy są be, a tetra jest cacy. Do używania pieluch tetrowych usilnie przekonują mnie ostatnio... dziadkowie Maksa, obaj. Bo to zdrowiej, bo to coś tam, bo zawsze się takich używało. Ok, ale nie po to technika idzie do przodu, żebyśmy nie korzystali z jej zdobyczy. Ciekawe, że próbują mnie do tego przekonać mężczyźni, a ich małżonki czyli babcie - jakoś nie. Może dlatego, że to one zajmowały się praniem tych pieluch? Najlepiej jest tak przekonywać i udowadniać swoje racje, gdy chodzi o cudzy czas i pracę. Przepraszam za gorzki charakter wpisu, ale musiałam gdzieś wylać swoje żale... Niestety, wcale nie poczułam się lepiej. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moja twórczość
Podczytuję
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||