|
sobota, 12 maja 2012
Przyszła kolej i na nas - przyłączyliśmy się do testów produktów MAM :) Cieszę się, bo marka budzi zaufanie, produkty nie zawierają Bisfenolu A, są starannie wykonane i dobrze przemyślane. Jak sprawdzą się w praktyce - zobaczymy.
Wszystkie produkty, które otrzymaliśmy, są dla nas idealnie trafione w czasie: na ząbkowanie mamy gryzak Twister, do szorowania ząbków zestaw szczoteczek, a wobec zapału Małego Skowronka do samodzielnego jedzenia wręcz niezbędna stała się dla nas miseczka z przyssawką - i tu jak z nieba spadła nam Baby's Bowl. O pierwszych doświadczeniach z tą ostatnią, już wkrótce.
piątek, 11 maja 2012
Korzystamy z pogody i całe popołudnia spędzamy na świeżym powietrzu, fajnie tak spacerować we trójkę, jednak takie spacery mają dużo więcej uroku. Czasem towarzyszą nam też dzieciaki siostry, którym zaczyna bokiem wychodzić spędzanie czasu "na budowie". A tak to chociaż załapią się na jakieś lody i poszaleją po placu zabaw :) Wczoraj cała trójka (czyli tamta dwójka + Maks) schodzili z placu bardzo niechętnie o 19:15, kiedy to normalnie Maks o tej porze jest już po wieczornym mleku. Nie spieszyliśmy się za bardzo, bo fajnie się bawili, a i nam przyjemnie było posiedzieć w cieniu na ławeczce. Zaskakująco szybko przyzwyczaiłam się do tego, że moje dziecko wraca z podwórka brudne ;) To już jednak zupełnie inne spacery niż te 3h przespane grzecznie w wózeczku ;) Wybieraliśmy się wczoraj na szczepienie (3w1), bo już i tak długo to odkładamy, ale nie było naszej lekarki, więc sprawa znów odsuwa się w czasie o 2 tygodnie. Może i lepiej... Tymczasem zmagamy się z kolejną odsłoną ząbkowania, a mianowicie idą obie dolne dwójki. W pracy ciężko, pogoda piękna, więc i dzieci w komplecie, chyba od września nie było ich tylu na raz ;) Trzymam się jak tonący brzytwy myśli o wolnym lipcu i sierpniu. Powinno mnie to martwić z przyczyn finansowych, ale po prostu potrzebuję od tego wszystkiego odetchnąć, zwłaszcza od nerwów, jakie fundują mi spekulacje na temat tego, jak ma wyglądać moja praca w przyszłym roku... wciąż słyszę nowe plotki, co jedna to bardziej pokręcona... Najlepiej oczywiście spytać u źródła, ale z racji zbliżającej się wielkiej uroczystości, pani dyrektor nie nadaje się na razie do rozmów. Tymczasem dalej składam papiery gdzie się da. Nastrój dalej taki sobie, zmęczenie... w sumie nawet jestem wyspana, budzę się przed budzikiem, ale na koniec dnia znów jestem wykończona. I tak w kółko. Dobranoc ;)
piątek, 04 maja 2012
Mąż miał zmieniać pracę, ale nie zmienia. Ja schudłam i mam anemię. Za to będę odchudzać Męża. Poza tym emocjonalnie średnio, chodzi o pracę, znajomych, zmęczenie. Marzę o tygodniowych wczasach na bezludnej wyspie, głównie po to żeby się wyspać. Nie wiem, może jakieś przesilenie wiosenne? Maks raz słodki jak miód, raz nie do zniesienia.
wtorek, 01 maja 2012
W 14 miesiącu: - doczekaliśmy się 6 zęba (na chwilę obecną 4 na górze i 2 na dole) - Maks nauczył się chodzić (!!!) i wspinać na kanapę, zaczyna też robić postępy w schodzeniu - z racji chodzenia bardzo się usamodzielnił - zaczął używać słowa TAK ("ta") - doskonalił umiejętność samodzielnego usypiania (jeszcze daleka droga przed nami ale poczyniliśmy znaczne postępy... historia usypiania zasługuje na osobną notkę, ale jest to dla mnie drażliwy temat) - pierwszy raz odwiedził piaskownicę i przesiadł się do nowej spacerówki
Ukończenie 14 miesiąca uczciliśmy marudzeniem od rana do wieczora, upadkiem z kanapy (Maks postanowił usiąść w miejscu, gdzie kanapy już nie było...), zderzeniem z krzesełkiem do karmienia (pierwsza krew... brrrr). Niech ten dzień już się skończy.
sobota, 28 kwietnia 2012
Naprawdę fajny dzień, który chcę zapamiętać... Dużo słońca, cały dzień na świeżym powietrzu, chodzenie boso po trawie i zabawa w piaskownicy z Maksem, jego odkrywanie kwiatków/uroków jeżdżenia na trójkołowym rowerku/dotyku trawy i piasku/smaku grillowanej kiełbasy. Sadzenie ziemniaków, które ominęło mnie w zeszłym roku, a tak je lubię (podobnie jak wykopki). Pierwszy grill w tym sezonie. Huśtawka. Zieleń. Maks usmarowany jak nieboskie stworzenie. Pierwsza delikatna opalenizna.
piątek, 27 kwietnia 2012
Trochę fotoblog mi się tu robi ostatnio ;) Ale nie mogę się powstrzymać, to są takie fajne chwile :) No i obraz jednak potrafi powiedzieć więcej, niż 1000 słów. Dziś pierwszy raz byliśmy w piaskownicy!
środa, 25 kwietnia 2012
sobota, 21 kwietnia 2012
Od dziś mogę oficjalnie powiedzieć, że nasze dziecko CHODZI :) To już nie są nieśmiałe kroczki od-do, tylko tuptanie na pełnych obrotach, przez cały pokój, na spacerze, wszędzie :) Okraszone piskami radości :)
piątek, 20 kwietnia 2012
Powiem Wam, że nie wiem co robić. Czuję się taka skołowana. Jak wiecie - pracuję. 5/8 etatu, od 3 lat to samo stanowisko i wciąż umowa wrzesień-czerwiec-2 miesiące bezrobocia-wrzesień itd. Nieustająco szukam pracy, fakt że odkąd urodził się Maks, raczej mało intensywnie, bo obiecałam sobie, że przynajmniej do roku nie zmienię pracy, żeby mieć dla niego jak najwięcej czasu (wracam do domu w południe i większość dnia jest nasza). Nie powiem, żal mi będzie poświęcić ten czas, ale trzeba zacząć coś robić, bo nigdy nie odbijemy się od dna. Jakie mam perspektywy? Cóż, szukam. Byłam na wielce rozczarowujących targach pracy, miałam tam jedną wstępną rozmowę testującą mój angielski, który z racji nieużywania jest w stanie opłakanym. Poza tym posady raczej dla krawcowych i tynkarzy, niż dla magistrów informacji naukowej i bibliotekoznawstwa. W moim mieście kobiety pracują głównie w supermarketach i fabrykach przy taśmie. Ostatnio usłyszałam od siostry, że może powinnam właśnie takiej pracy szukać i że "za dużo wymagam". Że tam może miałabym perspektywę zatrudnienia na stałe. Płakać mi się chce - czy naprawdę po to studiowałam 5 lat, żeby tyrać przy pakowaniu kawy po 12h dziennie, wykańczać sobie zdrowie i prawie nie widywać mojego dziecka, a gdy już je zobaczę - nie mieć siły wziąć go na ręce?? I to wszystko za 1100 zł? Wiem, że ta praca byłaby dla mnie fizycznie trudna, a psychicznie... cóż, nie do zniesienia. Poszłabym tam chyba tylko przymierając głodem i roniłabym łzy do każdego słoika, który przechodziłby przez moje ręce. Jest jeszcze jedna perspektywa. Mogę zostać tu, gdzie jestem, od września dostałabym umowę na rok, czyli bez tej 2-miesięcznej przerwy w przyszłym roku, a po tej umowie - być może umowa na czas nieokreślony. Są jednak 2 haczyki - przejście do głównej placówki, do tego "babińca" pełnego zawoalowanych konfliktów oraz niższe stanowisko. Tak, da się zejść na tej drabinie jeszcze niżej ;) Ale to nie przeszkadza mi aż tak bardzo jak atmosfera w tamtym miejscu. Może i ją będę w stanie wytrzymać, choćby z zaciśniętymi zębami... No i czas, czas - kolejne wydarte Maksowi 3 godziny. Nie mogę myśleć w ten sposób, bo nigdy nie znajdę normalnej pracy... Pozostaje jeszcze dylemat pt. "a co jeśli zadzwonią z jednej z firm, do których złożyłam dokumenty?" Czy próbować, zaryzykować np. staż albo 3-miesięczny okres próbny tam, rezygnując z obecnej pracy, w której byle-jaka ale jednak jakaś perspektywa "stałej pracy" jest?? Nie wiem co robić, po prostu NIE WIEM.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Mały Skowronek nauczył się ostatnio bardzo przydatnego słówka. Obok od dawna już obecnego "ne ne ne!" pojawiło się "ta(k)"! Nie dość, że ułatwiło nam życie, to jeszcze pozwala na nawiązanie prawdziwego dialogu i jeszcze dobitniej udowadnia, jak dużo nasze dziecko rozumie. W sumie jest raczej małomówny. Miałam etap, gdy obawiałam się bardzo o jego mowę ze względu na problem z napięciem mięśniowym. Gdy zaczął mówić, mówił wyłącznie szeptem. Z czasem niektóre słówka "awansowały" do głośnego mówienia, a teraz szepcze już bardzo mało. W repertuarze słów mamy "mama", "tata", "baba", sporadycznie "dziadzia" (mam wrażenie że to słówko wciąż sprawia mu trudność), "am", "zi" (kto zgadnie?), "da", "si" (bardziej "śśśś" - kolejna zagadka), "ba" i "baaa" (to 2 różne rzeczy i wcale nie babcia ;) ), "ne" i "ta". Pewnie jeszcze coś, ale nie pamiętam. Inne słówka różnie, zdarza mu się powtarzać, ale sam ich nie używa. Czasem gada do siebie albo do nas po swojemu, reaguje na piosenki - ale nie jest typem dziecka, któremu buzia się nie zamyka (chyba, że do jedzenia - to tak!). Ciekawe, czy tak już będzie, czy się zmieni? W kwestii nowości jeszcze: coraz więcej drepta, nauczył się wspinać na kanapę (schodzić nadal nie umie, co wobec umiejętności wchodzenia stało się palącym problemem) i... kręcić głową :D Czasem na "nie", czasem w ramach okazywania zachwytu pt. "mmm jakie pyszne" ;) |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moja twórczość
Podczytuję
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||