| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      


Lilypie Kids Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Lubię czytać








Kategorie: Wszystkie | szpital
RSS
wtorek, 25 listopada 2014

I już jestem. Nareszcie. Z nowego miejsca, z nowego łącza, ale ze starego komputera ;)

Jeśli czas pozwoli, napiszę wieczorem więcej. Na razie zdradzę Wam tylko szybko, że remont to straszna rzecz, która wywołuje wojny, a własne mieszkanie to wspaniała rzecz, która zaprowadza pokój. I że cudownie jest być u siebie.

Zdjęć jeszcze nie miałam czasu zrobić, ale mam jedno, więc pokażę Wam moją ukochaną ścianę (jest ich więcej, ale ta była pierwsza ;)).

19:32, berenika1000
Link Komentarze (3) »

Mały Skowronek mówi przez sen:

- ...ale ja nie będę miał skrzydełek, tylko kurtkę!

(Rano nie pamiętał co mu się śniło i twierdził, że nic o lataniu. Pierwszy raz mówił przez sen!)

***

Maks: I będę taki gruby jak...

Tata: Jak kto?

Maks: Nie wiem jak kto.

Tata (pod nosem): To dobrze...

(Kontekst: Duży Skowronek zrzucił w ciągu ostatnich miesięcy około 10 kg i walczy dalej.)

19:20, berenika1000
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 września 2014

Wszystkie graty już spakowane
W kącie pająk został na straży
A na schodach czeka pytanie
Co się w nowym miejscu wydarzy
Już zajechał meblowy wóz
Wyszli chłopcy czerwoni na twarzy
Porcelanę sam będę niósł
Co się w nowym miejscu wydarzy

Zamieniamy czasem miasta
a czasami tylko piętra
Nasza wielka przeprowadzka
Przeprowadzka nasza wielka
Pakujemy różne cacka, bibeloty i pudełka
Nasza wielka przeprowadzka
Przeprowadzka nasza.

Nowe klucze dzwonią nareszcie
Nowy adres gościom podany
Zaraz pójdzie plotka po mieście,
że na starych srebrach jadamy.
że marmury mamy w łazience,
I w pokojach perskie dywany.
I w ogóle cholerne szczęście,
że się razem jakoś trzymamy.

(Pod Budą, "Piosenka o przeprowadzce")

30 września odbieramy klucze i jednocześnie tracimy też dostęp do Internetu, więc odezwę się do Was dopiero z nowego miejsca i nowego łącza ;) Mam nadzieję, że za nie więcej niż miesiąc.

09:14, berenika1000
Link Komentarze (8) »
wtorek, 16 września 2014

U nas ostatnio smutki, małe i duże. Dziś szczególnie. Pogrzeb teścia mojego brata - żadna rodzina, ale uroczystość smutna. Dawałam radę, do momentu kiedy przy opuszczaniu trumny włączono syreny strażackie (był kiedyś komendantem ochotniczej straży). Przejmujące, bardzo. I tak sobie pomyślałam, słuchając tych wszystkich czytań, kazania itp. o tym jak to "wraca do domu", że może i wierzę w Niebo, ale w takich chwilach nie umiem myśleć "tam jest mu lepiej". Myślę tylko o bólu tych, którzy pozostali. To jest dla mnie dużo prawdziwsze niż niebo każdej religii na świecie...

***

Maks w zeszłym tygodniu przechorował kilka dni w domu, niby nic, ale trochę kaszlał po nocach i woleliśmy zadziałać szybko, niż potem męczyć się tygodniami. I dobrze zrobiliśmy, bo jest już po wszystkim. Mały Skowronek chodzi do przedszkola i z tego co opowiada, bawi się głównie z dziewczynkami ;) Właściwie nie powinno mnie to dziwić, zwłaszcza, że już na zajęciach otwartych odkryłam, że stanowią one większość w grupie. Dziś wrócił z przyklejoną do koszulki uśmiechniętą buźką - ciekawe za co?

Ostatnio był z kolei wielki płacz w związku z obawą o życie Herberta - królika, którego hoduje Dziadek. I tu muszę się przyznać - skłamałam. O ile nie czarowałam w przypadku śmierci Mikrusa (którego zresztą nawet dziś wspominał i mówił, że za nim tęskni), o tyle nie śmiałabym powiedzieć 3-latkowi, że jego królik zostanie przerobiony na mięso. Ja miałam dużo więcej lat, gdy przeżywałam analogiczną sytuację i do tej pory pamiętam, jaką miałam traumę. W przypadku innych zwierzaków nie stanowi to dla niego problemu, ale Herbert jest wyjątkowy. Cóż, skłamałam. Nie wiem, co z tego dalej wyniknie. Kolejne zmartwienie... Mam ich w ostatnich dniach więcej, niż jestem w tej chwili w stanie udźwignąć.

21:32, berenika1000
Link Komentarze (4) »
środa, 03 września 2014

Wyniki histopatologii - dobre, o ile można tak powiedzieć. W każdym razie zgodnie z przewidywaniami to była endometrioza. W poniedziałek wracam do pracy.

Maks w przedszkolu całkiem dobrze, tzn. nie narzeka, nie płacze, chodzi chętnie. Od 2 tygodni ma katar i kaszle, ale tak minimalnie. Jesteśmy niewzruszeni, dajemy syrop przeciwalergiczny, pomaga. Rok temu już bylibyśmy u lekarza. Pomogło, że:

1. okazało się, że ten syrop na alergię naprawdę mu pomaga, prawie każde Maksa chorowanie to był zawsze katar i kaszel ("osłuchowo czysty" oczywiście), jak katar się rozkręcił to kaszel się wzmagał, z tym syropem katar nie ma szansy się rozkręcić nawet;

2. byliśmy raz na kontroli u innej lekarki i powiedziała mi, że jeśli dziecko kaszle 20-30 dziennie, to to jest fizjologiczne, bo dorosłym ludziom tak samo zdarza się kaszleć: gdy zaschnie nam w gardle, po nocy, gdy wpadnie nam jakiś pyłek itd. itp. 20, 30 czy nawet 50 razy dziennie - to jeszcze nie jest stan chorobowy. I jakoś tak... przekonała mnie.

Od początku lipca Mały Skowronek nie chorował. (Puk puk - odpukała Mama Skowronka w niemalowane drewno). Mam nadzieję, że ten początkowy chorobowy okres mamy już po prostu ZA SOBĄ. Byłoby wspaniale.

Tagi: zdrowie
15:06, berenika1000
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 września 2014

Dawno nie było, ale też miałam długą przerwę w oglądaniu. Teraz nadrabiam wylegując się w łóżku na L-4 ;) Ale tymczasem zaległości z kilku ostatnich miesięcy:

"Wilk z Wall Street" (2013) - po "Wielkim Gatsby'm" wprost nie mogłam się doczekać kolejnego filmu z Leonardo. I oczywiście był bardzo dobry, był z rozmachem, ALE nie zrobił na mnie wrażenia. Nie był to film, który zapamiętam. Choć Leonardo znakomity jak zawsze. I właściwie w tym filmie tylko on.

"W ciemności" (2012) - znakomity! Historia lwowskiego złodziejaszka, który pomaga grupie Żydów zbiegłych z getta ukrywać się w kanałach. Film niezwykle emocjonujący. Na końcu kilka zdań o tym, jak historia Sochy i "jego Żydów" potoczyła się dalej (uwielbiam, gdy takie rzeczy są w filmach, bo zawsze się zastanawiam co było dalej), niestety jedna z informacji złamała mi serce.

"Musimy porozmawiać o Kevinie" (2012) - bardzo dziwny film. Ciekawie zrobiony, przeszłość i teraźniejszość wciąż się przeplatają, widzimy główną bohaterkę "przed" i "po" dramatycznych wydarzeniach, zbliżamy się do nich w czasie, aż stają się punktem kulminacyjnym. Film zmusza do zastanowienia - czy Kevin był taki, bo matka nie umiała go kochać, czy matka nie umiała go kochać, bo był taki?

"Sekretne życie pszczół" (2008) - to jakby zupełne przeciwieństwo historii o Kevinie. Bardzo ciepła opowieść o dziewczynce, która ucieka z domu, by poznać prawdę o swojej matce. W tle wątek walki z rasizmem i szczęśliwe życie w zgodzie z naturą. Zaskoczyło mnie pojawienie się w tym filmie Alicii Keys. Świetna rola!

"Sekretne życie Waltera Mitty" (2013) - bardzo przyjemna komedia! Pewnie już zauważyliście, że rzadko je oglądam. Tą jednak warto było, nie jest "głupkowata", a chwilami przestaje nawet być komedią, zmieniając się w ciekawy film obyczajowy. Historia zwykłego, dość nudnego faceta, który stale ucieka w świat fantazji. Życie zmusza go do wyruszenia w podróż, w której przeżyje przygody, o jakich nawet nie śnił. Jest wątek fotograficzny! :D

"Idealne matki" (2013) - ciekawostka związana z tytułem tego filmu jest taka, że gdy go oglądałam, tytuł wyświetlił się jako "Two mothers", a wszędzie w sieci figuruje jako "Adore". Mniejsza o to. Film o dwóch przyjaciółkach, matkach dwóch dorosłych synów. Ta czwórka wplątuje się w skomplikowaną miłosną relację, a gdy postanawiają się z niej wyplątać, komplikują sobie życie jeszcze bardziej. Mam mieszane uczucia po tym filmie.

"Łowcy głów" (2012) - niemiecko-norweski (:D) thriller, ekranizacja powieści Jo Nesbø. Zawodowy headhunter, po godzinach zajmujący się kradzieżą dzieł sztuki, podczas jednego ze "skoków" wpada w pułapkę. W życiu nie widziałam tak pokręconego thrillera! Jest tam tyle przedziwnych zwrotów akcji i tyle zaskoczeń, że wręcz niemożliwe zmieścić to wszystko w 100-minutowym filmie. A jednak!

"Kod nieśmiertelności" (2011) - ciekawy thriller, w roli głównej Jake Gyllenhaal. Główny bohater, żołnierz, bierze udział w eksperymencie, dzięki któremu może wcielić się w inną osobę na 8 minut przed jej śmiercią. Ktoś wysadza w powietrze pociąg, a on kilkukrotnie wcielając się w jadącego nim nauczyciela, ma znaleźć sprawcę w ciągu 8 minut. To historia z gatunku "dzień świstaka", wszystko zaczyna się kilka razy od początku, a bohater próbuje coś zmienić, łudząc się, że może jeszcze zapobiec katastrofie...

"Atlas chmur" (2012) - nietypowy film, składający się z kilku wątków rozrzuconych w czasie i przestrzeni. Niektóre jakoś się łączą, inne nie bardzo - ja szczerze mówiąc przez całe 3h liczyłam na to, że się połączą i się rozczarowałam. Ale jeśli oglądać każdy wątek osobno, to są nawet ciekawe. Najciekawsze jest jednak to, że w tych kilku wątkach grają wciąż powtarzający się aktorzy - w różnych wcieleniach. O ile np. Toma Hanksa jest stosunkowo łatwo rozpoznać, o tyle z innymi bywa ciężko. Dlatego radzę patrzeć uważnie, a na koniec obejrzeć napisy, gdzie jest pokazane każde wcielenie. Ubaw po pachy ;)

"Lektor" (2008) - doskonała Kate Winslet w roli głównej. Chyba się kiedyś pokuszę o przegląd filmowy dedykowany tylko jej (to samo z Leonardo i może z kilkoma innymi ulubieńcami?). Akcja filmu rozgrywa się w Niemczech, nastoletni chłopak nawiązuje romans ze starszą od siebie kobietą. Po latach spotyka ją ponownie - jako oskarżoną o nazistowskie zbrodnie. Poruszający dramat z literaturą w tle.

"Jak zostać królem" (2010) - genialny!!! Król Jerzy VI obejmuje tron. Ma jednak wielki problem: jąka się, a publiczne wystąpienia są nieuniknione. Po wyczerpaniu wszystkich innych środków, trafia do nietypowego specjalisty. Colin Firth i Geoffrey Rush - duet aktorski na najwyższym poziomie. Film zdecydowanie warto zobaczyć, jest i wzruszająco, i śmiesznie. Rewelacja.

"Igrzyska śmierci" (2012) i "Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia" (2013) - ciekawa antyutopia w klimatach przygodowych i filmu akcji, ekranizacja powieści (podobno również świetnej) Suzanne Collins. W roli głównej znakomita Jennifer Lawrence (za tą rolę ją uwielbiam, ale w "Poradniku pozytywnego myślenia" też była świetna). Poza tym ten film to jeden z nielicznych przypadków, gdzie druga część nie ustępuje w niczym pierwszej. Z niecierpliwością czekam na trzecią, która pojawi się jeszcze w tym roku. To też jeden z nielicznych filmów, na które chodzimy razem z Mężem i oboje tak samo czekamy na kolejne. Nie mogę nie zwrócić jeszcze uwagi na nazwisko głównej bohaterki: Katniss Everdeen. Dawno nie słyszałam czegoś równie oryginalnego i ładnego zarazem :)

Tagi: film
11:56, berenika1000
Link Komentarze (7) »
niedziela, 31 sierpnia 2014

Jutro Mały Skowronek kończy 3,5 roku. Na naszych oczach zmienia się coraz bardziej w czterolatka. Z fascynacją obserwuję jego przemianę. Poddaje w wątpliwość wszystkie moje wątpliwości, wszystkie moje "niedasie" - że tak pozwolę sobie pożyczyć zwrot z Pietruszkowego bloga. Patrzę na niego i cieszę się, że nie jest odbiciem moich lęków. Największa frajda dzisiejszego dnia - jeżdżenie w górę i w dół ruchomymi schodami. Będącymi jeszcze parę lat temu DLA MNIE ogromnym problemem. Z trzylatkiem, którego nie mogę nosić na rękach, pojechałabym windą. Nie dałabym mu szansy. Na szczęście jest jeszcze Tata. I da się. I jest radość.

Jest też potrzeba nowości, większego decydowania o sobie, bardziej odpowiedzialnych zadań.
Jest potrzeba samodzielności, jest i duma z każdego nowego osiągnięcia.
Jest mnóstwo śmiałości w kontaktach z ludźmi, wręcz skłonność do zagadania na śmierć np. pana spotkanego na poczcie ;) Jest też wielka potrzeba nawiązywania przyjaźni.

Jutro zaczyna przedszkole. Dumny jest z tego niesamowicie. Mówi o sobie, że jest "dużym przedszkolakiem", to dla niego duży awans względem żłobka. Mam nadzieję, że pozna tam kogoś, z kim się zaprzyjaźni, bo niestety żaden z jego ulubionych kolegów żłobkowych nie znalazł się w jego grupie przedszkolnej :(

22:00, berenika1000
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 sierpnia 2014

Jutro:

- pożegnanie ze żłobkiem,

- wyniki histopatologii,

- uruchomienie kredytu.

I paczka z książkami przyjdzie ;) Coś dla nas: KLIK i dla Maksa: KLIK.

20:11, berenika1000
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 sierpnia 2014

Jest nasze. Wczoraj podpisaliśmy umowę o kredyt oraz akt notarialny zakupu mieszkania. 67,74 m2 szczęścia, 4 pokoje do wypełnienia naszą radością.

Teraz trzeba tylko cierpliwie poczekać do końca września na klucze. Jak wrócę do pracy to czas przyspieszy ;)

Tagi: mieszkanie
07:47, berenika1000
Link Komentarze (10) »
niedziela, 17 sierpnia 2014

Tytuł oficjalny, bo może ktoś to kiedyś znajdzie i mu to pomoże - ja dużo szukałam, a mało znajdowałam na ten temat. Nessie - mam do tej pory Twój e-mail, ale u Ciebie to wszystko przebiegło zupełnie inaczej.

Do szpitala zgłosiłam się w niedzielę, operacja była zaplanowana na poniedziałek. W niedzielę badania (usg, badania krwi) i konsultacja z anestezjologiem. Lekarz, który robił mi usg odkrył, że oprócz guzka po prawej stronie blizny, jest jeszcze drugi, mniejszy, po lewej. Naturalną decyzją było wyciąć obydwa "za jednym zamachem". Anestezjolog uznał, że najbezpieczniej będzie przeprowadzić operację w znieczuleniu podpajęczynówkowym. Ja w zasadzie bałam się każdej możliwej opcji (narkozy - z powodu wspomnień porodowych, znieczulenia podawanego do kręgosłupa z powodu... kłucia w kręgosłup oczywiście), więc było mi wszystko jedno ;)

Rano kroplówka ("nawadniamy pacjentów przed operacją i przy okazji z powodu upałów też"), cewnik i tabletka na uspokojenie, dzięki której przespałam 1,5 godziny oczekiwania na operację. O 8:00 byłam już na stole operacyjnym. Ukłucie nie było wcale takie straszne.

Potem właściwie nudziłam się przez 45 minut, choć czas upłynął szybko. Nie czułam kompletnie nic. To bardzo dziwne uczucie, nie móc poruszyć nogami, mimo skupienia na tym całej swojej siły woli. Po powrocie do sali dość szybko odzyskałam zdolność poruszania jedną nogą, na drugą musiałam poczekać trochę dłużej. A nawet, gdy już mogłam nią poruszać, dalej nie miałam w niej czucia. Jeszcze dziwniejsze uczucie. Ostatecznie jednak w ciągu 3 godzin odzyskałam czucie wszędzie gdzie trzeba. Przez 6h nie mogłam podnosić głowy, przez 24h wstawać.

Na drugi dzień pionizowanie jak po cc, nawet pas pooperacyjny poszedł w ruch. Na trzeci dzień - do domu. Po tygodniu ściąganie szwów (jutro). Tego się boję, bo mam ich jakby więcej niż po cc.

Powrót do domu był straszny, bo przez pierwsze 2 dni strasznie bolała mnie głowa ilekroć zmieniałam pozycję na inną niż leżąca. Do tego byłam wygłodzona (od niedzielnego popołudnia 48h bez jedzenia, potem sucharki i na takiej "diecie" byłam wychodząc ze szpitala). Sąsiadka, która widziała jak wysiadam z auta po powrocie i drepczę do domu uwieszona na mężu, pytała potem moją mamę, czy miałam wypadek samochodowy. Musiałam wyglądać nietęgo...

Dziś, w 7 dobie od operacji, jestem już całkiem sprawna. Wstawanie z łóżka, chodzenie i schylanie nie sprawia mi dużego problemu, choć wszystko robię 3 razy wolniej niż normalnie. Głowa nie boli, miejsca cięcia mogę dotknąć i jeśli go nie naciskam ani nie napinam mięśni brzucha to nie boli. Naprawdę odczuwam różnicę pomiędzy cc a tą operacją - tu po prostu cięcie było bardziej powierzchniowe.

Niestety jest jeszcze jeden element niepewności w tym wszystkim. Lekarz, który mnie operował, stwierdził, że "nie wyglądało to na endometriozę". W wypisie mam więc "wycięcie guzków powięzi", a materiał został wysłany do badania histopatologicznego. Wynik około 25 sierpnia.

Zostało mi 1,5 tygodnia zwolnienia lekarskiego. Myślę, że do tego czasu będę już "śmigać", ale ponieważ najbardziej niewygodną pozycją jest dla mnie obecnie siedzenie, a w mojej pracy siedzę przez 8h dziennie (a w zbliżającym się okresie nawet po 10-11), zastanowię się 2 razy, zanim zdecyduję się na powrót.

Tagi: zdrowie
21:05, berenika1000
Link Komentarze (7) »