Kategorie: Wszystkie | szpital
RSS
środa, 22 lutego 2012

Wczoraj byłyśmy z przedszkolakami na przedstawieniu. Nie będę opowiadać fabuły, ale pojawił się tam motyw magii, która pozwala spełniać życzenia. I tu pojawiły się przykłady, jak to jakieś tam dzieci źle wykorzystały swoje życzenia do spełnienia i jeden chłopiec zażyczył sobie jeść same słodycze i po paru dniach rozbolał go brzuszek, a dziewczynka chciała być bogata i mieć wszystko ze złota i też jej to na dobre nie wyszło (wszyscy słyszeliśmy o królu Midasie). Po takim wstępie prowadząca zwróciła się do przedszkolaków z zapytaniem, jakie byłyby ich życzenia w takiej sytuacji. Pada pierwsza odpowiedź...

Nie komputer.

Nie własny pokój.

Nie stado kucyków, kotek i piesek.

 

"Chciałbym, żeby moja mama była zdrowa".

 

Oczy mi się szklą, ilekroć sobie to przypomnę. Czasem tak mało potrzeba, a jednocześnie tak dużo, że tylko magia mogłaby pomóc...

21:52, berenika1000
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 lutego 2012

Maks nauczył się zaglądać pod meble. Wiem, że to dziwnie brzmi, jeszcze dziwniej było obserwować jak się tego uczy - bo to jedna z takich umiejętności, o których się w ogóle nie myśli. Że dzieci uczą się raczkować, chodzić czy wstawać to każdy słyszał - ale że uczą się zaglądać pod łóżko? No więc uczą się i nasze się właśnie nauczyło. Na początek wyglądało to tak, że Maks w pozycji na czworakach lub na siedząco schylał się do podłogi i... trafiał nosem w dywan. Bo samo schylenie się to dopiero połowa sukcesu - trzeba jeszcze odwrócić głowę :) Co odkrył kilka dni później :) I teraz namiętnie z tego korzysta, ilekroć piłka wturla się pod zasłonę/kaloryfer, lub jakaś zabawka zawędruje pod łóżeczko. A ta radość, gdy zajrzy i znajdzie to, czego szuka! :))

Nauczył się jeszcze czegoś, co jednak zupełnie do niczego mu się nie przydaje - no może tylko do rozśmieszania wszystkich domowników. A mianowicie przesuwa paluszkiem (o dziwo wskazującym - chyba pierwszy raz go do czegoś używa) po wargach z góry na dół wydając przy tym dźwięk... no właśnie, niezapisywalny dźwięk, który jednak mój Mąż uparł się określić jako "blbum". Na pewno każdy z Was coś takiego umie, tylko może z mojego opisu się nie domyśli że to właśnie to ;)

Tagi: rozwój
19:37, berenika1000
Link Komentarze (2) »
środa, 15 lutego 2012

Mikrus jest z nami od ponad 12 lat. Przez kilka pierwszych nie miał w ogóle do czynienia z małymi dziećmi, później z różną częstotliwością widywał dzieci mojej siostry. Dopóki były maleńkie wykazywał instynkty opiekuńcze, które szybko zmieniły się w instynkt samozachowawczy nakazujący mu uciekać gdzie pieprz rośnie, gdy tylko nauczyły się łapać go za sierść. Trzeba było paru lat, żeby dzieci nauczyły się go głaskać, a on odbudował swoje zaufanie do nich ;) Teraz je uwielbia.

Obawiałam się trochę, jak będą wyglądać relacje Maks-Mikrus. W końcu pies już swoje lata ma i często zachowuje się jak stateczny staruszek, któremu coś się od życia za wieloletnie zasługi należy i nawet do nas ma pretensje, gdy chcemy by ruszył tyłek z kanapy. Poza tym różne aspekty typu "pies szczeka na pukanie do drzwi a dziecko sypia w dzień", zazdrość, akceptacja nowego członka rodziny itd. Wszystko jednak samo się ułożyło. Na początku mały Okruszek na nowo obudził w Mikim instynkty opiekuńcze, obwąchiwał go i lizał gdy tylko się dało. Nie przeszkadzał mu wtedy za bardzo, bo przebywał głównie w łóżeczku lub w naszych ramionach. Relacje zaczęły się zmieniać wraz ze zdobywaniem przez Maksa nowych terenów. Mikrus chcąc nie chcąc musiał się pogodzić z tym, że przestrzeń na podłodze nie należy już do niego i że nie wszędzie (a właściwie teraz to już nigdzie) jest bezpieczny. Stopniowo poznawali się coraz lepiej i pod naszym czujnym spojrzeniem ustalali między sobą co wolno, a co nie.

I tu pojawiło się wiele niespodzianek.

Po pierwsze: Maks nie łapie psa za sierść. Od samego początku pięknie rozkłada rączkę i głaszcze. Kamień z serca ;) Często też wyciąga jeden paluszek i dotyka - sierści, łapki (tego Mikrus nie lubi), ogona. Dotyka szybciutko i zabiera paluszek, chichocząc przy tym z uciechy. Mikrus zachowuje stoicki spokój.

Po drugie: Mikrus dużo rzadziej szczeka na dzwonek telefonu i pukanie do drzwi. Powód jest prosty: traci słuch. Niedawno na dźwięk klucza w zamku natychmiast biegł do drzwi - dziś zdążyłam otworzyć drzwi, zdjąć buty i kurtkę, zawołać że jestem, odwiedzić toaletę, wejść do kuchni i... postanowiłam poszukać psa, który odkrył moją obecność gdy mnie zobaczył ;)

Po trzecie: Maks jest jedną z nielicznych osób, które mogą zabrać psu piłkę, gdy się nią bawi. Bywa, że wyjmuje mu ją prosto z pyska. Choć bywa i tak, że kończy się to warczeniem. Maks dobrze odczytuje sygnał, nie boi się, ale odsuwa się natychmiast.

Po czwarte: Mikrus za Maksem tęskni. Gdy pojechaliśmy ostatnio na kilka godzin do znajomych, po powrocie odtańczył taniec radości tylko i wyłącznie z jego powodu - my moglibyśmy nie istnieć. Po każdym powrocie z "zewnątrz" obwąchuje go i sprawdza, czy aby na pewno wróciło to samo dziecko ;) Gdy ostatnio odwiedziła nas koleżanka z synkiem w wieku Maksa, przed ich wyjściem sprawdzał, czy zabiera ze sobą to obce dziecko, a nie najmłodszego członka jego stada ;)

Po piąte: Maks umie rzucać psu piłkę. Nie upuszczać z rączki, a naprawdę rzucać! Nauczył się tego mając... 8 miesięcy? Dla mnie to był szok. Mikrus zadowolony, choć pewnie byłby bardziej, gdyby Maksa rączka miała większy zasięg ;)

Po szóste: Mikrus jest przyjaznym psem, ale pewne granice mogą przekraczać tylko nieliczni. Np. przytulanie nie jest dla każdego. A Maks jest bardzo przytulaśnym i całuśnym dzieckiem. Niedawno powstrzymałam go przed próbą przetestowania tego na psie. Dzień później tuż przy moich kolanach Maks objął Mikrusa za szyję, przytulił i obdarzył pięknym całusem w głowę - nie zdążyłam nawet zareagować. Przyznam, że zadrżałam. Mikrus nie ;) Tak samo jak nie rusza go, gdy Maks przechodząc gdzieś na czworakach przepycha się obok niego, odsuwa go gdy ten stoi mu na drodze. Może fakt, że są podobnych rozmiarów, daje Maksowi większe prawa ;)

Tagi: pies
14:03, berenika1000
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 lutego 2012

Jestem zauroczona marką Endo :) Zdobyła moje serce tym oto ubrankiem (podpowiem że jest to pidżama, ale z tym samym wzorem produkują również bluzeczki). Mały Skowronek po prostu MUSIAŁ je mieć :) Zwłaszcza, że w czerwieni wygląda przeuroczo.

skowronki endo

Przy okazji na zdjęciu aktualny stan uzębienia ;)

22:20, berenika1000
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 lutego 2012

To już u nas chyba rodzinne. Cała rodzina wspomina, jak to w wieku kilku lat byłam na diecie z powodu uczulenia (ja, okrąglutka pyza kochająca słodycze, miałam jeść tylko bułki z masłem i popijać gorzką herbatę), a moje rodzeństwo musiało się chować z jedzeniem do łazienki, bo byłam tak zdesperowana, że wydzierałam im jedzenie z ręki. Od lat śmiejemy się też, że litery AM na końcu tablicy rejestracyjnej auta mojej siostry i jej męża to pamiątka pierwszego słowa ich pierworodnej, okrąglutkiej wówczas jak ludzik Michelin ;)

Maksowi do takiego wyglądu daleko, jednak apetytem na pewno od maleńkiej Kasi nie odbiega. Odkąd opanował słowo "mama", świetnie wychodzi mu też "amam", czasem wręcz buduje pełne zdania "mama am!" ;) Ale generalnie "am!" jest kierowane do wszystkich. A konkretnie do każdej osoby, która w obecności Małego Skowronka coś je. Nieważne, czy jest po śniadaniu lub dwudaniowym obiedzie. Zawsze chętnie przekąsi również to, co Ty akurat jesz. Generalnie nie da się przy nim czegoś jeść i się nie podzielić. Naprawdę nie wiem, gdzie mu się to wszystko mieści, bo na co się przekłada jego ogromny apetyt to akurat nie mam wątpliwości: na energię ;) Dziś na przykład znów zrezygnował z drugiej drzemki i szalał od 10:30 aż do wieczora. Poza tym ze zdziwieniem odkryłam, że ostatnio intensywnie rośnie. Wyrósł z całego mnóstwa ubranek, które jeszcze "wczoraj" były dobre, a poza tym sięga głową już prawie pod blat krzesełka do karmienia, do którego niedawno z wysiłkiem potrafił dosięgnąć wyciągniętą rączką.

Słówko "am" jest też praktykowane przy jedzeniu np. zupki. Mama do Maksa "Maksiu am?", Maks otwiera buzię i z radosnym "am" pochłania zawartość łyżeczki. I tak przy każdej łyżeczce. Ostatnio doprowadził nas wręcz do łez ze śmiechu, gdy na tłumaczenie Taty, że "nie zjadł swojego podwieczorku z miseczki, więc teraz nie dostanie od niego czegoś-tam co Tata akurat jadł" podszedł do pustej miseczki (bo podwieczorek dojadła Mama) i zaczął czerpać z niej wyimaginowaną potrawę pustą łyżeczką, z entuzjazmem wkładając ją co chwilę do buzi z przekonującym "am!" :) Po kilkunastu łyżeczkach nieistniejącego podwieczorku radośnie wrócił do Taty z nadzieją na "bonus" ;)

Tagi: karmienie
20:22, berenika1000
Link Komentarze (3) »
środa, 08 lutego 2012

Kubeczek 360 stopni Lovi opanowany! Hurra! Polecam oczywiście :D Jakby ktoś nie wiedział, to takie cudo (wciąż mnie zadziwia pomysłowość jego twórców):

lovi

A wszystko to zasługa mojego upartego Męża :) 3 dni na urlopie ojcowskim, a już takie sukcesy ;) Maks też bardzo zadowolony z siebie i nowego odkrycia.

19:52, berenika1000
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 lutego 2012

Nasze dziecię dorobiło się dziś swojego pierwszego prawdziwego guza na czole. Pięknie wygląda. Nawet mnie przy tym nie było, ale podobno stały nad nim 3 osoby i nikt nie zdążył go złapać, zresztą kto by przypuszczał, że nawet na czworakach zrobi sobie krzywdę. Bo że ze stania się wywraca z powodu zbyt brawurowych akcji, to zaczynamy się przyzwyczajać. On chyba też, bo nie płacze, tylko z uśmiechem się podnosi i zasuwa dalej. Chyba że nabije sobie guza jak dziś.

Wczoraj za to napędził mi strachu. Cały dzień był w świetnym humorze, tak nakręcony że zapomniał po południu się zdrzemnąć, do 20:00 nawet nie ziewnął, a po kolacji padł w pół minuty. Za pół godziny wstał z wielkim płaczem, którego nie dało się ukoić przez całe 45 minut. Gdyby dobił do godziny, wsiadłabym do taksówki i jazda na pogotowie. Bo co innego, gdy wiesz, czemu dziecko płacze. Nawet jak nie umiesz mu pomóc, bo czasem się nie da, bo zrobiłaś już wszystko. Ale najgorzej, jak nie wiesz. Coś boli, to na pewno, ale co? Dziecko obejrzane od stóp do głów, zewnętrznie nic mu nie jest. Ale płacze, prawie się zanosi (tego na szczęście nigdy nie zaznaliśmy). Nie pomaga czopek przeciwbólowy, przytulanie tak, przytulanie siak, zmiana pozycji, światło, brak światła, głaskanie psa (to na chwilę pomogło), kołysanka, nic. Nie będę pisać, jakie scenariusze miałam w głowie. Po 45 minutach umęczony zasnął. Spał do rana, wstał rześki jak na Skowronka przystało.

Ja nieco mniej rześka, ale korzystając z urlopu załatwiłam dziś z Dziadkiem Skowronkiem ( :D ) ważne zakupy. Jeździk-pchacz, drewniane klocki, sorter, pierwsza drewniana układanka. Krótko mówiąc "roczkowe" prezenty :) O dziwo mamy też ustalony termin (a wydawało się to niewykonalne przy chrzestnym-który-mieszka-daleko-i-jego-prawie-żona-uczy-się-zaocznie, chrzestnej-która-mieszka-blisko-ale-też-uczy-się-zaocznie oraz dziadku-który-wyjeżdża-do-sanatorium, ale się udało!) i jeśli nic nam nie przeszkodzi, pierwsze urodziny Maksa uczcimy oficjalnie 17 marca.

Tagi: zakupy
22:55, berenika1000
Link Komentarze (7) »
sobota, 04 lutego 2012

Krótkometrażowy film animowany nominowany do Oskara.

Uroczy!

Zachwycił moje bibliotekarskie serce :)

 

20:36, berenika1000
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 lutego 2012

Wczoraj zmarła Wisława Szymborska. Nie mogłam o tym nie napisać, ale też nie wiem, co napisać. Jest mi ogromnie smutno. Jak to napisała wczoraj moja znajoma: to była jedna z tych osób, które wydawało się, że będą zawsze. Jednak nie. Na szczęście poezja jest wieczna i wiele jej ciepłych i mądrych słów przetrwa, żebyśmy mogli do nich wracać.

Tagi: poezja
20:05, berenika1000
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lutego 2012

W 11 miesiącu Maks:

- nauczył się siadać z czworaków;

- doskonalił umiejętność chodzenia przy meblach, ścianach oraz prowadzony za rączki;

- nauczył się pięknego słowa MAMA;

- nauczył się pić samodzielnie z kubeczka treningowego;

- wyhodował dwa kolejne zęby (górne jedynki) ;)

To takie najbardziej "konkretne" zmiany. Jest też mnóstwo drobiazgów, wciąż mam wrażenie, że zmienia się prawie z dnia na dzień... Np. kilka dni temu odkryłam, że umie już "jeździć" autkami, czyli używać ich zgodnie z zastosowaniem, a nie np. rzucać nimi o podłogę ;)

Na koniec pozwolę sobie zacytować Hafiję, która tak pięknie opisała niedawno to, co i ja czuję jako mama:

"Gdzie jest ten bobas którym nie mogłam się nacieszyć i którym się nie nacieszyłam ile trzeba?

Czy to jest ten słodki smutek rodzica?

Duma z dziecka i jednocześnie żal, że TO JUŻ MINĘŁO, że on się zmienia, że dorasta, a ja nie mogę żadnej z tych pięknych ważnych chwil zatrzymać dla siebie?

11 miesięcy...

Nie odmierzam czasu swoimi urodzinami a dniami, miesiącami Jego życia... i każdy dzień ulatuje między palcami, a ja płaczę bo nie mogę tych dni ponownie przeżyć, trzymam te wspomnienia w sercu i płaczę..."

07:54, berenika1000
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        


Lilypie First Birthday tickers



Lubię czytać