Lilypie Kids Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Lubię czytać








Blog > Komentarze do wpisu

Jest marudny, niemożliwie marudny, myślałam że po zeszłotygodniowej chorobie już gorzej być nie może (i w sumie nie jest, bo żadne marudzenie nie dorówna horrorowi podawania Michałowi syropów oraz odciągania wydzieliny z nosa), a jednak marudzi więcej, więcej, więcej... Właściwie nie schodzi z rąk. Nawet jak śpi, bo śpi mi na brzuchu (w dzień). Stwierdzenie "nie mam się kiedy wysikać" nie jest ani trochę przesadzone...

A jednocześnie jest cudowny. Ma uśmiech za milion dolarów i piękne, ogromne, orzechowe oczy. Jego gaworzenie powoli nabiera znaczenia, już nie gada tylko żeby wydawać dźwięki - ewidentnie próbuje rzeczy i zdarzenia nazywać. Fascynuje go światło, które zapala się i gaśnie. Świetnie radzi sobie z samodzielnym jedzeniem (jak również z samodzielnym rzucaniem jedzeniem). Ma łaskotki. Uwielbia swojego starszego brata i poszedłby za nim w ogień. Wciąż jeszcze daje się przytulać i całować, z czego korzystam ile się da. Pakuje mi palce do ust i sprawdza czy mam zęby, a język uważa za niesamowicie zabawną rzecz. Pakuje mi palce do oka i to już nie jest w ogóle zabawne. Zaczyna sam siadać, jeśli tylko ma jakieś minimalne podwyższenie na którym może się oprzeć to idzie mu to raz-dwa. Świetnie sprawdza się dolna półka w regale na książki albo leżąca mama lub tata. Nadal pozwala się nosić w chuście, ale natychmiast wyciąga ręce, by dotykać świata, który z tej wysokości jest jakby bardziej dostępny. Lubi moje włosy, o dziwo nie jest to jednoznaczne z tym, że lubi też długie włosy innych kobiet, bo nie lubi. Lubi za to okulary i brody (to oczywiście zasługa Dużego Skowronka). Lubi ze mną tańczyć i rozpoznaje piosenki z płyty, do której tańczymy - gdy zdarzyło mi się zaśpiewać mu jedną z nich, od razu spojrzał na odtwarzacz :)

Mamy za sobą jedno dłuższe rozstanie - około 12h naszej pracy na weselu - gdy został ze swoją matką chrzestną. Stres podczas robienia zdjęć w kościele był niczym w porównaniu z tym, jak denerwowałam się naszą rozłąką. Miś jednak radził sobie z ciocią świetnie, a gdy przyjechałam wieczorem na karmienie i usypianie i wzięłam go na ręce, tak pięknie mnie głaskał po rękach, jak jeszcze nigdy. Zapamiętam ten gest chyba na zawsze. Tyle czułości.

czwartek, 20 października 2016, berenika1000

Polecane wpisy

  • Pokrewieństwo

    Wybieramy się całą rodziną na zlot food-trucków. Mówię Maksowi, że zabieramy ze sobą jeszcze ciocię. M: A jaką? Ja: Fajną. M: Ale którą? Ja: A jakie masz fajne

  • Bracia

    Dzisiaj. Jak prawie nigdy, obaj chłopcy bawią się w pokoju Maksa, a ja piję kawę - w INNYM pokoju (wow!). Słyszę: - Michałku jak ja Cię kocham. Kocham Cię, że m

  • Postanowienia na 2017 rok

    Od jakiegoś czasu staram się planować sobie coś na każdy rok. Ma to formę postanowień albo planów, różnie. Chyba nawet w ubiegłych latach pisałam o tym tutaj, c

Komentarze
2016/11/23 17:23:07
A może Michały po prostu takie są? Mój Michał załapał rotawirusa i to pierwszy raz przechodzi go jakoś mocniej. W nocy krzyczał na mnie, że on sobie nie życzy miski, nie pójdzie do łazienki wymiotować, że on chce już przestać i żebym to jakoś załatwiła ;) A myślałam, że podawanie syropów i wyciągnie glutów z nosa jak był mały to był hardkor ;) I też bardzo mamusiny i przylepny, chociaż teraz to dyskutejmy sobie o tym ile trwa sikanie i dlaczego krzyczenie "mamiiii" kiedy jeszcze nie skończę nie ma sensu ;) Po prostu Michały takie są wymagające ale cudne :)
-
2016/11/24 22:45:39
Och cudne są niewątpliwie!
Ale ja jednak lubiłam sikać w samotności ;)