Lilypie Kids Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Lubię czytać








Blog > Komentarze do wpisu

Wieści z końcówki ciąży i przygotowania świąteczne

Porodu ani widu, ani słychu, na szczęście krewni i znajomi mają w sobie tyle taktu, że nikt nie wydzwania z pytaniami "rodzisz??" A może są po prostu zajęci przygotowaniami do Świąt ;) Zdarza się jedynie, że ktoś dzwoniąc w innej sprawie zaczyna rozmowę od "Nie rodzisz?" - ciekawe czy gdybym powiedziała "a właśnie że rodzę" to powiedziałby "a to sorry, zadzwonię później" ;) Najbardziej ciekawskie są sąsiadki, zwłaszcza te z bloku rodziców, bo znają mnie od zawsze. Rozmowy z nimi zawsze zaczynają się od sakramentalnego "a ty się jeszcze kulasz?" albo "a ile to jeszcze?" A któż to wie ;)

Mam za sobą ostatnią już kontrolę u diabetologa, co z jednej strony niezmiernie mnie cieszy, a z drugiej działa trochę demotywująco jeśli chodzi o trzymanie diety. Oczywiście trzymam się jej nadal, ale też częściej pozwalam sobie na "grzeszki", bo już nie boję się, że ktoś zerknie do moich wyników i każe mi brać insulinę. Prawda jest jednak taka, że z grzeszkami czy bez, przekroczenia zdarzają mi się z podobną częstotliwością, więc nie ma tragedii. Teraz po prostu mniej się stresuję pomiarami.

Wizyty u ginekologa mam teraz już zaplanowane co tydzień, ze względu na cukrzycę pan dr chce mieć pod kontrolą stan łożyska, ilość wód itp. Póki co totalnie nic nie wskazuje na to, że mogłabym urodzić w najbliższym czasie, choć oczywiście tak naprawdę wcale nic nie musi na to wskazywać z jakimś konkretnym wyprzedzeniem ;) Ja jednak też nie czuję kompletnie żadnych oznak, nie mam nawet skurczy przepowiadających. Fakt, jest mi już odczuwalnie ciężej, chodzenie na dystanse dłuższe niż 200 m sprawia mi mega problem i bardzo łatwo się męczę, a wejście na drugie piętro po schodach to istny Mount Everest. No ale czego się spodziewać w 38 tygodniu ciąży i z 12 kg dodatkowego bagażu (już 12, bo odkąd poluzowałam z dietą, przybrałam całe szalone 1,5 kg ;)).

Myślę, że widać już po mnie i kilogramy, i zmęczenie, do tego nogi puchną mi dość konkretnie, ale i tak najbliżsi, którzy aż za dobrze pamiętają, jak wyglądałam pod koniec pierwszej ciąży, nieustannie podkreślają, o ile lepiej wyglądam niż wtedy. Fakt, wtedy ludzie mnie nie poznawali na ulicy, wyglądałam strasznie... W porównaniu z tym teraz jestem rączą łanią ;) Mąż nawet zrobił mi ostatnio kolejną sesję zdjęciową z brzuszkiem, a ja właściwie mam pomysł na jeszcze jedną - może zdążę? :) Chciałabym po ciąży być tak zadowolona ze swojego ciała, jak jestem teraz... Wtedy będzie jednak 100 razy trudniej.

Byłam jeszcze raz na konsultacji u mojej drugiej pani dr, chciałam żeby dokładnie Michałka pomierzyła. Tydzień temu, a więc pod koniec 37tc ważył już około 3300 g, co w perspektywie daje naprawdę spore gabaryty, jeśli posiedzi w brzuchu jeszcze z 2 tygodnie. No i ta jego głowa... wymiary na 40-41 tydzień. Znów pojawia się perspektywa cc, bo zwyczajnie z takimi wymiarami mogę nie dać rady urodzić go naturalnie. Jestem jednak spokojna po tej wizycie, nie boję się żadnej opcji, która nas czeka. Tak, o dziwo teraz jestem już spokojna.

Chciałabym tylko NIE rodzić w Święta, mimo wszystko. A jak damy radę "dociągnąć" do Nowego Roku, to już w ogóle super, mam jeszcze tyle do zrobienia ;) Ale przecież na porodzie świat się nie kończy, najwyżej zrobię to wszystko później ;) W każdym razie wszystko mam dopięte na ostatni guzik, jakby co to tylko torba w dłoń i jedziemy do szpitala.

***

Zapobiegliwie wszystko, co związane ze Świętami, w tym roku zrobiłam wcześniej. Prezenty kupiłam na przełomie listopada i grudnia, od tygodnia prawie wszystkie już czekają spakowane (Mówiłam Wam, że uwielbiam pakować prezenty? I w ogóle wszelkie paczki. Jestem w tym beznadziejna, ale sprawia mi to wielką frajdę :)). Choinkę ubraliśmy w zeszły weekend, mieszkanie też już prawie całkowicie przystrojone. Wszystko robię powoli i na spokojnie i nawet czuję się trochę bardziej świątecznie niż w poprzednich latach. Może właśnie dlatego, że nie ma tego pośpiechu?

Dziś jasełka w przedszkolu Maksa i właściwie to ostatnie wydarzenie, na które koniecznie chciałam jeszcze "zdążyć" przed porodem, bo gdybym np. była teraz w szpitalu, to raczej w ogóle nie wziąłby w nich udziału, a szkoda by było. Pierwszy raz ma rolę "mówioną" :)

czwartek, 17 grudnia 2015, berenika1000
Tagi: ciąża

Polecane wpisy

Komentarze
2015/12/17 13:48:36
To zdrówka. A rola mówiona to są przeżycia. Mój mąż nagrywał kamerą a potem cała rodzina oglądała, a ja się wzruszałam i przeżywałam.
-
2015/12/17 14:09:41
Też będę nagrywać, żeby Duży Skowronek mógł zobaczyć, bo będzie w tym czasie w pracy.
-
2015/12/17 14:10:07
Tylko jak tu trzymać aparat, jednocześnie ocierając łzy wzruszenia?
-
Gość: corsyka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/12/17 19:00:22
super się czyta tak pozytywne wpisy:) W zasadzie co ma być to będzie, bo na wszystko jesteś przygotowana:)
Ja mam dokładnie to samo z wagą, wstyd się przyznać ale z małym przybrałam ... 30kg! Teraz mam "skromne" 8kg, myślę, że dobiję właśnie do tych 12. Jestem z siebie dumna:)
-
2015/12/24 13:55:32
Wszystkiego najlepszego na Święta. Ja swoje obie cukrzyce wspominam z dużym brakiem sentymentu ;). Ale jaki już wreszcie urodzisz :).